Misje W BURUNDI

Kategoria: W Burundi w Afryce

"Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" (Mk 16,5)

Zgromadzenie nasze ożywione i pobudzone przez Ducha Świętego, pragnąc głosić narodom Chrystusa, który przeszedł przez życie dobrze czyniąc, uczestniczy w dziele misyjnym Kościoła. Siostry pracują wśród Afryka_Zachodnianajbiedniejszych w Afryce - Burundi na trzech placówkach: w Gatara, Buraniro i w Bujumbura. O życiu codziennym na misji w Burundi, problemach żywieniowych w tamtym rejonie oraz umiejętności dzielenia się z potrzebującymi, którą posiadają nawet najubożsi, mówi w rozmowie z KAI misjonarka, s. Teofila Tudryn.misje1

W październiku Kościół obchodzi Niedzielę Misyjną:

KAI: Na misjach w Burundi. Jest siostra odpowiedzialna za ośrodek dożywiania w miejscowości Buraniro. Na czym polega siostry posługa?

S. Teofila Tudryn: Jestem pielęgniarką, moja praca polega głównie na leczeniu chorych. Nie mamy lekarzy i musimy być samowystarczalne w ośrodku zdrowia, w szpitalu, na porodówce i w centrum - tam gdzie przyjmujemy i opiekujemy się dziećmi niedożywionymi. Dzieci te trafiają do nas głównie z ośrodka zdrowia, gdzie je leczymy. Przychodzą bardzo chore, zaniedbane, niedożywione. Wtedy kieruje się je do grupy niedożywionych dzieci, które w ramach programu narodowego są dokarmiane. Programem tym objęte są dzieci w wieku od 6 miesięcy do pięciu lat.

W ramach tego programu nasz ośrodek zdrowia przyjmuje je raz w tygodniu. Dzieci przychodzą na spotkanie rano - o 8-smej. Każde dziecko ma swoją kartę. Ważymy je, mierzymy, oceniamy do jakiej kategorii zaliczane jest jego niedożywienie. Jeżeli jest w stanie krytycznym, odsyłamy je do państwowego szpitala, gdzie przez miesiąc trwa intensywna opieka. Dzieci, które trafiają do nas w dobrym stanie, przyjmujemy w tym dniu. Czasem wystarczy dać ubranie albo dobrą radę opiekunom. Powiedzieć, że dziecko jest ładne i zdrowe, a jeżeli jest chore, że trzeba je leczyć, natomiast nie potrzebuje dożywiania. W tej grupie dzieci, którą się zajmujemy jest bardzo dużo sierot, a także dzieci z wielodzietnych rodzin, również z rodzin patologicznych, czy półsierot, gdy jedno z rodziców - ojciec czy matka wyjechali.

KAI: Jak wiele dzieci korzysta z pomocy sióstr?

- Najmniejsza liczba to około 150 dzieci. Jednak gdy występują klęski urodzaju, nie ma zbiorów, gdy są klęski żywiołowe np. powodzie czy trzęsienia ziemi, to wtedy liczba dzieci się zwiększa.

KAI: Jak często dzieci przychodzą do ośrodka?

- Nie mamy warunków, żeby tym dzieciom zabezpieczyć dożywianie stałe, codzienne. W ramach narodowego programu, w kmisje4tórym pracujemy, dzieci powinny przychodzić do ośrodka raz w tygodniu. Tam dostają przygotowaną do południa w dużych garnkach mieszankę, która przypomina nasz grysik. Taka papka składa się z różnego rodzaju mąk, bardzo odżywczych oraz soi, kukurydzy, sorga, do tego dodaje się jeszcze olej z palmy, cukier i mleko w proszku. To jest bardzo odżywcze, a dzieci bardzo to lubią, gdyż jest słodkie. Dostają to w dużych kubkach.

Na popołudnie przygotowujemy posiłek dodatkowy. Ten drugi posiłek to dar od naszych ofiarodawców. Staramy się, aby był urozmaicony, np. gdy dzieci przychodzą do nas w każdy wtorek, to w jeden wtorek przygotowujemy fasolę, innym razem mięso; zawsze dodajemy do tego dużo jarzyn. Jednocześnie pokazujemy jak trzeba ten posiłek przygotować, by był smaczny, ale i pożywny. Mamy czy opiekunki, które przychodzą z tymi dziećmi, mogą to, co u nas zobaczą, zastosować w swoich rodzinach.

Największe wsparcie dla naszych misji otrzymujemy od ruchu Maitri z Gdańska. Współpracujemy z nim przez cały rok. Pomagają nam również dobrodzieje z całej Polski, często z rodzin sióstr z naszego zgromadzenia.

KAI: Jak na co dzień wygląda życie takiego małego Afrykańczyka?

- Małe dziecko jest ciągle ze swoją mamą, ona nosi je na plecach. Dziecko jest szczęśliwe, bo mama karmi je piersią. Starsze dzieci mają zajęcie w domu. Obowiązkiem chłopców jest wypas kóz. Jeżeli rodzina jest biedna i nie ma kóz, to bogatsza rodzina ich najmuje. W domu chłopak musi przynieść dla swojej mamy, która wieczorem przygotowuje posiłek, wodę ze źródła. Po tę wodę czasem musi bardzo daleko iść. Przynosi ją w pojemniku, niosąc go na głowie. Dziewczynka ma za zadanie opiekować się młodszym rodzeństwem. Naśladuje swoją mamę, nosząc młodsze rodzeństwo na plecach. Matka, która jest cały czas w domu i opiekuje się domem i dziećmi, uprawia również pole. Często nie ma żadnych narzędzi prócz motyki.

KAI: Czy kiedy afrykańskie dzieci przebywają w placówce, siostry organizują im jakoś czas, czy dbają o ich umocnienie duchowe, modlą się z nimi, mówią o Bogu?

- Staramy się umilić dzieciom czas spędzony u nas. Po każdych naszych wakacjach w Polsce staramy się przywieźć piłki, skakanki, różne zabawki, żeby później móc uczyć dzieci bawić się z rówieśnikami. Naszym założycielem jest Gwidon z Montpellier, który bardzo kochał dzieci i biednych, bardzo się o nich troszczył. Jest on wzorem dla nas Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego. My ten charyzmat przekazujemy innym. Właśnie w tym roku, kiedy przypada 800 lat od jego śmierci pokazujemy historię życia naszego założyciela. Dla dzieci mamy przygotowaną w języku kirundi, w którym mówią, litanię do ojca Gwidona.

Na jego święto, które przypada 6 lutego, poprosiłyśmy ludowego artystę, aby zrobił nam figurę ojca Gwidona, który obejmuje ramieniem ubogiego człowieka. Dzieci utożsamiły się z tym obrazem. Nasi podopieczni nie mówią do nas "siostro", tylko "biała mamo".

KAI: Jakie są relacje między dziećmi, potrafią sobie pomagać, podzielić się częścią własnego posiłku czy są raczej zamknięte w sobie?

- Pomimo biedy, wygłodzenia, dzieci potrafią się dzielić. Czasami mama, która ma dwoje czy troje dzieci i przychodzi z nimi z daleka, przynosi ze sobą w zawiniątku kilka słodkich ziemniaków. Cała rodzina je te słodkie ziemniaki, ale gdy podbiegnie inne, cudze dziecko, częstują je. Widzą potrzeby innych, czują potrzebę dzielenia się.

KAI: Gdy rozmawiamy o pracy na misjach, o sytuacji szczególnie dzieci w krajach afrykańskich, trzeba sobie postawić pytanie, jak możemy pomóc tym najmłodszym?misje3

- Z Polski mamy dużą pomoc. Pomagają nam także różne organizacje międzynarodowe, np. UNICEF. Dają nam koce, pojemniki na wodę - to wszystko rozdajemy tym najbiedniejszym, najbardziej potrzebującym. Z Polski płynie, oprócz darów pieniężnych wielka modlitwa, wsparcie duchowe dla nas i dla ludzi, dla których pracujemy.

Rozmawiała s. Teresa Zygmunt

Idea misji zrodziła się w Zgromadzeniu Kanoniczek Ducha Świętego w roku 1975 podczas obchodów 800-lecia istnienia Zakonu jako wotum wdzięczności za jego powstanie i rozwój. 25 marca 1981 roku, w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego do Afryki przybyły pierwsze cztery misjonarki i od maja 1982 roku rozpoczęły swoją posługę w Burundi. Krótko duchaczki posługiwały również w Rwandzie. Obecnie siostry, w duchu ojca założyciela Gwidona z Montpellier, prowadzą ośrodki zdrowia w trzech placówkach: w stolicy Bujumburze, w Buraniro i Gatara, otaczają troską i opieką chorych, ubogich oraz dzieci osierocone wskutek wojen plemiennych, różnego rodzaju chorób czy niedożywienia.

Rozmawiała s. Teresa Zygmunt / Warszawa -

Katolicka Agencja Informacyjna

ISSN 1426-1413; Data wydania: 15 października 2008

Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski

Zobacz:

Jubileusz 25 -lecia misji

Praca misjonarek w Burundii w Afryce

Siostry Misjonarki

Siostry Kanoniczki w Bujumbura

*

Siostry prowadzą ośrodki zdrowia.Pracują wśród chorych, ubogichi dzieci - zwłaszcza sierot. Jeśli chcesz posłuchać świadectw naszych sióstr, mówiących o ich powołaniu misyjnym, naciśnij tutaj

Artykuły pokrewne

Mamy szczególne nabożeństwo
do Ducha Świętego

Czcimy Chrystusa
w cierpiącym człowieku...

 

Maryja jest nam wzorem
uległości Duchowi Świętemu